Szczecińskie DNA

Wiskoza, kasety i… haszysz

 

Ciekawe jak wiele osób jeszcze pamięta oraz posiada w swoich domowych zbiorach słynne kasety magnetofonowe C60 i C90 z Wiskordu. Trudno je pomylić. Produkowane były pn. Superton, w trzech kolorach: czerwonym, niebieskim i szarym. Dawniej produkt pierwszej potrzeby, dziś przedmiot kultowy.

Kasety były produkowane od 1976 r. w Zakładach Włókien Sztucznych „Chemitex-Wiskord” w Szczecinie-Żydowcach i w czasach PRL-u stanowiły rzecz rewolucyjną, zbliżającą nas do Zachodu. Fabryka w Żydowcach, o której mowa, miała jednak dłuższą historię i początkowo inne przeznaczenie.

Została założona w 1902 r. przez hrabiego Guido Henckela księcia von Donnersmarck. Początkowo produkowano tu jedwab celulozowy metodą wiskozową. Od 1917 r. do czasów II wojny światowej, oprócz jedwabiu, produkowano liny dla Marynarki Wojennej, woreczki na proch, pończochy oraz jedwabną bieliznę. Na terenach wokół fabryki wybudowano wiele obiektów służących za mieszkania dla pracowników. Początkowo pracowało tu kilkaset osób, a po rozbudowie fabryki nawet kilka tysięcy. Fabryka działała do 1944 r. Po wojnie przeszła w ręce Polaków. Ponieważ była dość poważnie zniszczona w wyniku nalotów alianckich, a także zdewastowana przez Armię Czerwoną, musiała zostać poddana odbudowie.

Osobą, która miała istotny wkład w reaktywację Wiskordu był Tadeusz Rosner, późniejszy profesor i rektor Politechniki Szczecińskiej. Miał dobrze przygotowaną grupę specjalistów, wśród których byli eksperci sprowadzeni z Anglii m.in. inżynierowie Henryk Vogt i Tadeusz Malinowski. Udało mu się również przekonać do pomysłu ówczesnego prezydenta Szczecina Piotra Zarembę i zdobyć jego poparcie. Fabryka ponownie ruszyła w 1948 roku.

Najpierw produkowano argonę, a od 1950 roku wytwarzano także wiskozę, czyli sztuczny jedwab. Pod koniec lat 50-tych doszedł kord – syntetyczne włókno używane do wzmacniania wewnętrznej warstwy opon samochodowych. Od niego i wiskozy pochodzi też nazwa zakładu – Wiskord, chociaż współcześnie fabryka jest kojarzona głównie z produkcją wspomnianych kaset magnetofonowych.

Wiskord to także ludzie tam pracujący i zakładowe życie. I tak, przy fabryce działała świetlica z chórem, ogromna biblioteka, przychodnia oraz szkoła zawodowa a na terenie zakładu radiowęzeł. Wiskord posiadał własny dom wczasowy w Międzyzdrojach i pałacyk dla kolonistów w Zajezierzu. Dodatkowo w latach siedemdziesiątych wybudowano amfiteatr na ponad 4 tysiące miejsc. Występowali tu tacy artyści jak: Czesław Niemen, Czerwono-Czarni czy Karin Stanek. Przy Wiskordzie działał również klub sportowy z takimi sekcjami jak: piłka nożna, kajakarstwo, tenis stołowy, brydż sportowy, strzelectwo i żeglarstwo. Najsłynniejszym wychowankiem klubu był Władysław Szuszkiewicz – brązowy medalista olimpijski w kajakarstwie z Monachium z 1972 roku. Wydawano również pismo „Nasze Włókno".

Od 1989 roku zaczął się upadek Wiskordu. Ogromnie zadłużony zakład zamknięto w 2000 roku. Syndyk masy upadłościowej nie znalazł nabywcy na fabrykę i dlatego podzielił ją na 27 działek. Wprowadziło się na nie kilkanaście mniejszych firm.

Pomimo smutnego końca fabryka zakorzeniła się w świadomości mieszkańców Szczecina i jest wspominana z sentymentem. Na pewno wpływ na to mają nieodżałowane kasety magnetofonowe, które poprzez swój charakterystyczny wygląd stały się wręcz designerskim przedmiotem. Posłużyły jako wzór blatu do stołu (projektował je Tomasz Tecław) czy były też inspiracją dla powstania muralu i instalacji autorstwa znanego artysty street artowego – Lumpa. Ponadto, jedna z liter znajdujących się w neonie Wiskordu została umieszczona w logo Teatru Kana. Również fabryczny 250-metrowy komin należący do fabryki znalazł nowe zastosowane. Stał się obiektem umiłowanym przez wielbicieli wspinaczki.

Jest jeszcze jedna historia związana z Wiskordem, która przez lata nabrała cechy obyczajowej ciekawostki. Otóż w 1996 roku Straż Graniczna zatrzymała transport, zawierający kilkanaście ton afrykańskiego haszyszu przemycanego z Maroka do Europy. Przechwycony towar próbowano zutylizować właśnie w fabryce Wiskord. W trakcie tej akcji zostało skradzionych 5kg narkotyku, przez dwóch pracowników fabryki. Ponadto haszysz był palony na specjalnych rusztach z węglem. Zanim „Wiskord” dowiedział się, że w cyklu palenia jedynie zwęgla narkotyk, zdążył już sprzedać olbrzymie ilości bryłek, wymieszanych z żużlem, lokalnym przedsiębiorcom. Ci wykorzystywali ten materiał m.in. do utwardzenia dróg. Wieść o tym szybko się rozniosła. „Wiskordówa” – bo tak nazywano ten specyfik – trafiła do obiegu. W pewnym momencie haszyszem już nie handlowano, gdyż był dostępny na wyciągnięcie ręki. Zaczęto go poszukiwać niczym złoto, z tą tylko różnicą, że marokańskie. W ruch poszły łopaty i kilofy. Szczególnie było to widać w Gryfinie, do którego trafiło sporo żużlu z Wiskordu. Proceder trwał blisko dwa lata. Prawdopodobnie nikt na tym nie ucierpiał, może tylko niektóre drogi i boiska.

 

Prestiż  
Marzec 2025